czwartek, 6 marca 2014

Początek, albo koniec, albo stan przejściowy;) - 01.03.2014 - Oslo

Budzę się wielokrotnie tego ranka i zasypiam ponownie, w tle przez całą noc słyszę najróżniejsze odgłosy:
- krzyczę
- ja krzyczę głośniej
- to zaraz się okaże kutafonie! Ja krzyczę najgłośniej!
- tutaj megafon, uprzejmie informujemy po raz 1000, że woda jest mokra, a powietrze ulotne, spełniaj marzenia, dziękujemy za uwagę.

Przyciskam głowę do nadmuchiwanej poduszki, z której od jakiegoś czasu schodzi powietrze – głowa musi być ułożona w odpowiedniej pozycji, aby dociskać zatyczkę, dzięki temu poduszka pozostaje nadmuchana choć w minimalnym stopniu. Maska na oczach blokuje dopływ światła, stopery w uszach tworzą barierę dla części dźwięków – śpię, całkiem smacznie i mimo wszystko komfortowo, upajam się tym snem i chcę aby trwał jak najdłużej, bujam w obłokach, fantazjuję i cieszę się chwilą.


Ostatnie tygodnie były wypełnione permanentnym pośpiechem i pracą – kończenie spraw codziennych, zamykanie projektów, planowanie podróży, zakupy, wyprowadzka z mieszkania i wszystkie inne sprawy, które piętrzą się, gdy tylko na chwilę spuścimy je z oka. Swoją drogą to dziwne uczucie, kiedy podczas
wyprowadzki pakujesz przedmioty i wspomnienia zgromadzone przez kilka ostatnich lat życia do kartonów i worków, segregujesz, wyrzucasz, układasz. Stara koszula – świetnie leżała, wydałem na nią majątek – worek dla biednych, stare spodnie, nie nadają się do oddania, ale tak je lubię – worek ze śmieciami, elektronika, która kiedyś dała mi odrobinę radości, teraz już do niczego się nie nadaje – śmieci. Niezliczona ilość gadżetów, urządzeń, ubrań, wszystko starannie spakowane do poszczególnych kategorii, podpisane i dostarczone pod odpowiedni adres. Na koniec orientuję się, że wyniosłem z mieszkania kilkaset kilogramów najróżniejszych urządzeń i ubrań, a wydaje się, że wnętrze prawie się nie zmieniło.
                                                                   
Miałem założenie – zamknąć się z pakowaniem w 10 kilogramach (niektórzy nazywają to myśleniem życzeniowym), delikatnie mówiąc nie wyszłoJ Po spakowaniu rzeczy, które uznałem za niezbędne, a które nie były ubraniami, miałem już 14 kilo, do tego zmiana bielizny, jedna para spodni z odpinanymi nogawkami, 2 pary butów, japonki, 2 t-shirty, bielizna do biegania zimą (nigdzie nie przemarzłem tak, jak w ciepłych krajachJ) i windstoper, razem 17 kilo – zdecydowanie za dużo, ale nie mam pomysłu, z czego mógłbym zrezygnować. Pamiętam sytuacje, gdy dźwigałem plecak o podobnym ciężarze podczas podróży – po kilku godzinach robi się naprawdę ciężko, grawitacja okazuje się prawdziwą paskudą, bezlitośnie ciągnie barki w dół i każe odpoczywać co chwilę, rani ramiona i sprawia, że masz ochotę zostawić wszystkie swoje rzeczy w najbliższym rowie… Cóż, wygląda na to, że będę pracował nad rzeźbą barków i charakteru podczas podróżyJ

W końcu, po długich przygotowaniach znajduję się na lotnisku w Oslo, gdzie zaplanowałem spędzenie nocy. Jest godzina 23.45, wszystkie ławki i fotele przeznaczone dla oczekujących są już zajęte, ludzie próbują spać w wykrzywionych pozycjach siedzących, a na ich twarzach maluje się grymas irytacji pomieszanej z cierpieniem. Nie nawiązują ze sobą żadnego kontaktu, ale sądząc po minie i postawie ciała, pani siedząca na ławce, obok której przechodzę, chętnie zepchnęłaby mężczyznę siedzącego obok niej z fotela i zajęła również jego miejsce. Rano okazuje się, że to jej mążJ Wygląda na to, że ludzie ani myślą o użyciu podłogi do przeczekania nocy. Cóż, nie mam innego wyjścia – na początek nieśmiało siadam na podłodze, aby sprawdzić, czy straż lotniska nie będzie miała nic przeciwko, czytam książkę, rozmyślam, cieszę się początkiem mojej podróży. Zaczynam być senny, więc rozkładam na podłodze karimatę, z plecaka wyciągam śpiwór, zatyczki do uszu, maskę na oczy i poduszkę dmuchaną, nikt nie przychodzi. Z lekką satysfakcją wsuwam się do śpiwora, układam buty pod plecakiem, a plecak przywiązuję do ręki, kładę się na karimacie. W oddali słyszę jeszcze głośne rozmowy służb porządkowych, urządzeń wentylujących i megafon, po głowie wciąż krążą różne myśli, o Norwegii, o podróży, o tym, że właśnie spełniam jedno z moich największych marzeń ostatnich lat. dociera do mnie, że rzeczywiście wyjeżdżam na drugi koniec świata i nie wiem, kiedy wrócę, odpływam…